Na temat owcy na manowcach, zabugionej drachmy i marnotrawnego syna powiedziano już chyba wszystko, co można powiedzieć. I ja nie mam niczego nowego do dodania – oprócz tego, co pewnie oczywiste: że to o mnie. Że to ja. Jestem zagubioną owcą. Jestem owcą niepokorną i poszukującą. Mam za sobą setki kilometrów tras poza wyznaczonymi dobrymi szlakami.  Potrafię przejść od punktu A do punktu B nie jednym krokiem, jak zachęca mnie Pasterz, lecz naokoło, przez cały alfabet, zwiedzając najciemniejsze zaułki własnego życia. Zamiast wierzyć na Słowo, chcę poznawać na własnej skórze. Zamiast dać się prowadzić, wierzę w siłę swoich małych nóżek i w to, że same zaprowadzą mnie do celu.

Jestem owcą z kiepską pamięcią, bo uczę się na własnych błędach tylko wtedy, gdy naprawę zabolą. A potem zapominam i próbuję od nowa. I tak bez końca. Jestem owcą słabą i nieporadną, próbującą jednak zawsze robić dobrą minę do złej gry, niezleżnie od tego, jakie przez to trzeba ponieść koszty. Jestem owcą o małym rozumku i – co jeszcze bardziej niebezpieczne – czasem również o małym sercu. O sercu ciasnym i zamkniętym na innych. O sercu szukającym wygody i świętego spokoju, a nie większego dobra.

Jestem jednak nieidealną owcą, kochaną idealną miłością: jestem owcą uratowaną. Jestem owcą odnalezioną i wyrwaną z ciemności. Wiem, jak smakuje ta ciemność, wiem też, jaki smak ma zbawienie, ratunek, nadzieja w beznadziei…

lowiecka

 Można iść za Pasterzem, bo tak wypada albo dlatego, że idzie za Nim całe stado. Można iść na pokaz, żeby babci nie było przykro z powodu nieposzanowania tradycji, można iść bo nie ma się lepszego pomysłu na życie. A jednak gdy w tym podążaniu za Pasterzem, oprócz zielonych pastwisk pojawią się również ciemne doliny, nic nie daje takiej siły i nie skłania do wierności, jak właśnie to przekonanie: jestem uratowana. Umarłam, ale żyję. I powiedzieć, że jestem za to wdzięczna, to strasznie mało – bo to brzmi bardzo blado. Bo wdzięcznym to można być, jak ktoś nas przepuści w drzwiach albo pożyczy parasol. A kiedy ktoś ratuje nam życie, kiedy ktoś daje nam to życie w obfitości, w pakiecie z miłością, radością i doświadczeniem bycia na absolutnie najlepszym miejscu, wdzięczność wydaje się być tylko pierwszym, małym kroczkiem w odpowiedzi na taki dar. A jakie są kolejne? Co uczyniłem dla Chrystusa, co czynię dla Chrystusa i co powinienem uczynić dla Chrystusa? (św. Ignacy)

Może się wydawać, że jedyną odpowiedzią owieczki nieidealnej, może być: „niewiele”, bo takie są jej ograniczone siły. Ale gdy owieczka przestanie patrzeć jedynie na siebie, a skupi się na mocy swojego Pasterza, może się okazać, że to „niewiele”  stanie się jak ziarnko gorczycy. I nic niemożliwego nie będzie dla was.(Mt 17,20)