Kiedy zobaczyłam to zdjęcie*:

14570403_912337618899549_5213677861824729088_n

uśmiechnęłam się pod nosem :) Nie ze złośliwością, absolutnie. Raczej z poczuciem babskiej solidarności. Bo okazuje się, że nawet ci, w których żyłach płynie błękitna krew (i którzy mają do pomocy zapewne tuzin profesjonalnych opiekunek do dzieci), mają czasem gorszy dzień, mniej cierpliwości i nagły przpływ zmęczenia dziecięcym maurdzeniem. Nie istnieje perfekcyjny świat, nie ma też nikogo, kto byłby mamą idealną.

Na takich przemyśleniach upływa mi nieidelane, ale szczęśliwe i leniwe niedzielne popołudnie. Patrzę na wielkich tego świata, którzy zmagają się z takimi samymi słabościami, z którymi sama na co dzień walczę. Patrzę też na ludzi wokół mnie, którzy za tą wielkością gonią i cieszę się z tego, że ja za niczym gonić nie muszę.

Skończyłam uczelnię medyczną, ale choć pracuję w zawodzie (uczciwie i tak dobrze, jak umiem), tak naprawdę mam życiową specjalizację ze smażenia naleśników. Z własnego wyboru. Robię to zresztą po mistrzowsku, choć wciąż zbyt wolno, bo zawsze znikają w zastraszającym tempie. Nie dostanę nagrody Nobla za innowacyjne rozwiązania w medycynie. Na razie jednak największą nagrodą, która zawsze cieszy i w magiczny sposób usuwa zmęczenie, są dziecięce rączki zarzucone wokół mojej szyi. Nie wyrabiam sobie muskułów ćwicząc na siłowni, a jednak jestem w ciągłym ruchu, zbierając rozrzucone zabawki, wieszając pranie, robiąc zakupy, prasując i układając. I kiedy patrzę na dom, w którym mimo ciągłego sprzątania panuje nieład, gdy czuję zapach pieczonego ciasta, który działa na domową atmosferę tak samo, jak słońce wpadające przez okno, myślę sobie, że tak smakuje moje szczęście – bardzo zwyczajnie. Szczęście przyprawione szczyptą zmęczenia i niewyspania. Szczęście, na które składają się małe sukcesy, ale też te chwile, w których brakuje mi cierpliwości, w których potykając się o kolejną zabawkę, cedzę przez zęby słowa nie do końca parlamentarne, w których kłócę się z mężem czy z samą sobą. Szczęście, którego nie dadzą mi pieniądze, tytuły, popularność w oczach wielkiego świata czy facebookowych znajomych.

Dzisiaj bardzo zwyczajnie dziękuję za szczęście, które dostaję od Boga w najlepszej formie, w najlepszej postaci. Bardzo zwyczajne szczęście, sprawiające że czuję się na swoim miejscu, nawet jeśli nie zawsze wszystko wychodzi mi tak, jak bym tego chciała. Szczęście tak do mnie pasujące, jakby było skrojone na miarę – dla mnie, chociaż nie przeze mnie. Bo jest darem. I dzisiaj szczególnie chcę to zauważyć – że to prezent, obok którego mogę przejść obojętnie, albo którym mogę się zawchwycić i podziękować.


*zdjęcie znalezione na profilu FB Nieperfekcyjna Mama