Pięć tygodni do świąt. Z przeróżnych sklepowych przestrzeni, z półek w marketach i ekranów telewizyjnych coraz śmielej i coraz częściej wychyla się czerwona czapka Mikołaja w towarzystwie płatków śniegu i akompaniamencie dzwoneczków. No cóż, taki mamy klimat. I chociaż komercyjna strona świąt – ta, w której nie ma miejsca na Boże Narodzenie, a jedynie na „gwiazdkę” wcale mnie nie pociąga, skłamałabym mówiąc, że tworzenie świątecznego klimatu budzi mój sprzeciw. Owszem, można by z tym jeszcze poczekać, ale tak naprawdę – uwielbiam zapach pierniczków, świąteczne kolory i nawet te zupełnie niepolskie, nietradycyjne Christmas songs. Nic na to nie poradzę – to wszystko w jakiś sposób mnie rozgrzewa i sprawia, że chce mi się uśmiechać…

Nie wiem, czy mieliście już okazję robić pierwsze przedświąteczne zakupy – ja podjęłam taką próbę. Jednak już od jakiegoś czasu, wyprawa po prezenty jest dla mnie czymś więcej niż tylko zwiedzaniem kolejnych sklepów. Możecie się uśmiechnąć do tej myśli, ale z takiej wyprawy można zrobić sobie rekolekcyjny spacer – tak, dokładnie! Rekolekcyjny spacer wśród mikołajkowych gadżetów i świątecznych dekoracji, w rytmie lecącej w tle banalnej gwiazdkowej piosenki. Wystarczy nie patrzeć tylko pod nogi czy na sklepowe wystawy. Wystarczy spojrzeć do góry.

Próbowałaś kiedyś stanąć w jakimś sklepie w galerii handlowej  i spojrzeć tam, gdzie (zazwyczaj) wzrok nie sięga? Nie tylko na równo poustawiane regały, podwieszane sufity i oświetlenie, tworzącej określony klimat. Wyżej. Bo wyżej – nie ma już klimatu i nie ma czym się zachwycać. Są stalowe konstrukcje podtrzymujące dach centrum handlowego, plątanina topornych belek stropowych, kabli i rur. I ciemność. Nie taka straszna, oczywiście – zwyczajna. Ale też zupełnie niepasująca do oświetlonego wnętrza, bo nagle można się poczuć jak w scenografii do jakiegoś filmu. Albo w teatrze, w którym za kulisami może być ciemno, brudno i bałaganiarsko, ale scena przygotowana jest perfekcyjnie. Są odpowiednie rekwizyty, jest światło – jest klimat. I są aktorzy.

Kto jest tutaj reżyserem? Kto napisał scenariusz? Scenografia stworzona jest idealnie, a w niej – Ty i ja, bardzo dobrze wchodzący w swoje role. Nakręcani przez sympatyczne melodie reklamowe, zachęcani przez równie sympatyczne, uśmiechnięte buzie z plakatów i telewizyjnych spotów, perfekcyjnie odnajdujemy się w zbudowanej dla nas przestrzeni. Jesteśmy nawet lepsi od najlepszych aktorów – bo my nie gramy, my to naprawdę czujemy! MUSIMY to mieć! KONIECZNIE musimy to kupić. Albo nie przegapić takiej okazji, skoro są wyprzedaże…

Chyba, że spojrzymy w górę, uświadamiając sobie, że to niekoniecznie nasze pragnienia, marzenia i droga do szczęścia. Bo za spojrzeniem w górę może pójść również spojrzenie w głąb siebie, wraz z pytaniem, czy naprawdę potrzebuję kolejnego kubka z mikołajem, kolejnej bluzki, spodni, zestawu garnków, telefonu czy konsoli. Tuż potem z kolej – spojrzenie przed siebie, na drugiego człowieka. Tak po prostu, by życzyć mu dobrze bez słów, ale z uśmiechem.

swieta

Może przypadkowo ten wpis zbiega się z rozpoczęciem tegorocznej Szlachetnej Paczki. Może tak, a może nie. Nie trzeba jednak takich zorganizowanych akcji, żeby w przedświątecznej gorączce, która już niedługo nas opanuje, trochę zwolnić tempo i jeszcze raz przeliczyć budżet – tak od serca. Z myślą o tym, co można dać innym, nie tylko tym, których obejmuje nasza lista prezentów od Mikołaja, ale też tym, których zupełnie nie znamy i na co dzień nie zauważamy.