Nasza Biblia dla najmłodszych nie ogarnęła takiego tematu jak Przemienienie. Z rozczarowaniem przerzucałam kolejne strony, po czym stwierdziłam, że po prostu przeczytam dzieciom fragment z Pisma Świętego, a obrazki…hmm..obrazki to sobie sami narysujemy. Tak też zrobiliśmy. A gdy już przeczytałam Mateuszową relację z tego wydarzenia, oczywiście powoli i podkreślając najważniejsze momenty, zapytałam dzieci, co wydarzyło się na górze Tabor. Mój pięciolatek odpowiedział szybko: Jezus dotknął uczniów. I miał rację, choć mało kto zwraca uwagę na ten fragment tekstu.

Dziecku pewnie łatwiej niż osobie dorosłej wyobrazić sobie, że ubranie może być jaśniejsze niż światło. Gdy ma (tak jak moje dzieci) doświadczenie zdobywania tatrzańskich szczytów, w jego pamięci może wyraźnie zapisać się stroma góra, na którą wspinają się uczniowie wraz z Jezusem. A jednak ważniejsze okazuje się to, co jest podstawowym sposobem dziecięcej komunikacji. Bo dziecko chce czuć bliskość mamy i taty. Dziecko wdrapuje się na kolana, przytula się i domaga uścisków. I może dlatego najważniejszą częścią tej opowieści z życia Jezusa może być dla niego nie samo przemienienie, lecz to, że Jezus uspokaja przestraszonych uczniów w najprostszy sposób – przez dotyk.

Pamiętam, jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie kiedyś opowieść o uzdrowieniu niewidomego w Betsaidzie (Mk 8, 22-26). Historia zaczyna się tak: „Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął„. Jak Jezus odpowiada na tę prośbę? Jak zwykle – dając więcej, niż się Go prosi :) „On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: „Czy widzisz co?” (…)  Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał on zupełnie, i został uzdrowiony.”

Potrafisz to sobie wyobrazić? Ja nie potrafiłam. Ale wystarczyło zamknąć oczy i położyć na nich własne dłonie, by poczuć przejmująca, zaskakujące ciepło. To pomogło mi odkryć po raz kolejny, że Jezus jest Kimś, kto pragnie być bardzo blisko człowieka. Nie boi się go dotknąć, nie boi się pobrudzić. Tam, gdzie chcemy schować się ze wstydu i ukryć naszą ślepotę, On dyskretnie bierze nas za rękę i wyprowadza poza to wszystko, co nas ogranicza. Zamiast pouczać, osądzać czy stawiać warunki, po prostu dotyka tego, co boli. Miłość, która przemawia w ten sposób, nie potrzebuje słów ani tłumaczy. Ten język rozumie każdy, zwłaszcza ten, kto tęskni za bliskością. A ta bliskość niesie uzdrowienie.

„Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: Wstańcie, nie lękajcie się! Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.” To jest recepta na każdy lęk – pozwolić się dotknąć, a potem nie widzieć już nic innego, tylko samego Jezusa. Nie patrzeć na to, co jest przeszkodą przewyższającą nasze siły. Nie zaglądać w przepaść swoich smutków i zmartwień, nie koncentrować się na strachu i nie rozpoczynać rozmowy z pokusą. Nie widzieć nikogo i niczego oprócz Jezusa. To wystarczy.

Jezus zbliżył się do nich i dotknął ich.

Pozwolisz na to samo?