Mało mnie tu ostatnio. Czas pędzi jak szalony, a obowiązki pochłaniają. Są zresztą bardzo zwyczajne – praca, dom, dzieci. Od kiedy u mojego synka potwierdzono alergię na kilka składników codziennej diety, jestem bardziej kobietą gotującą niż pracującą. Wróciłam do samodzielnego wypieku pieczywa, poluję też na ekologiczne mięso. Nie, nie z bronią w ręku :)

ale w odpowiednich alejkach sklepowych, co też pochłania sporo czasu.

W tej chwili czekam, aż wyrośnie ciasto na dwa bochenki chleba. Okazało się, że nie opłaca się piec jednego – dzieci wpatrują się w piekarnik z większym zainteresowaniem niż w ekran telewizora, czekając kiedy będą mogły porwać gorącą pajdę. Magia :) Warto upiec chleb choćby po to, żeby zobaczyć ich miny i radość…

Do tego, żeby żyć zwyczajnie, trzeba mieć wiele odwagi” (Soren Kirkegaard) – przeczytałam ostatnio (o tu). Pomyślałam, że to prawda. W świecie, w którym popularność mierzy się lajkami pod zdjęciami na Facebooku  – trzeba mieć odwagę, by żyć zwyczajnie. Można przecież pochwalić się wizytą w niezwykłej restauracji na drugim końcu świata, ale tym, że po raz trzeci w tym tygodniu robi się rosół, chyba już niekoniecznie…

Jesteśmy przyzwyczajeni do nadzwyczajności. Nikt nie ekscytuje się powtarzalnym jak wezwania litanii nabożeństwem majowym, a na rekolekcje ze znanym charyzmatykiem ciągną tłumy – bo jest szansa na doświadczenie czegoś szczególnego. Kolejne dni mijają niezauważone, bo w gąszczu obowiązków i codziennych małych wyzwań nie widzimy niczego godnego uwagi. Czekamy za to na wiosnę (długo w tym roku), na lato, wakacje, zastrzyk gotówki albo chwilę, gdy ukochany wreszcie domyśli się, o co nam chodzi. Nadzwyczajność przyciąga nas jak magnes. Trzeba wielkiej odwagi by pozwolić innym na takie poszukiwania, a samemu skupić się na tym, co tak prozaiczne jak zwyczajny chleb. Bo chleb, tak jak inne owoce naszej pracy, karmi innych…

Za dwa tygodnie wybieram się do Warszawy na konferencję „Być kobietą urzekającą”. Jakiś czas temu wystąpiłam w telewizji, ostatnio udzieliłam krótkiego wywiadu. Takie wydarzenia, które uważam za pewnego rodzaju wyróżnienie, cieszą mnie, a zarazem autentycznie dziwią. To zabrzmi być może jak fałszywa skromność, piszę jednak zupełnie szczerze – jestem tylko zwyczajną mamą, która dzieli się swoimi przemyśleniami. Jestem jedną z wielu kobiet, które starają się przeżywać codzienność z Panem Bogiem. W moim otoczeniu znalazłabym sporo osób, które o życiu wiarą mogłyby powiedzieć o wiele więcej. Na co dzień nie rzucają się w oczy. Pracują, wychowują dzieci, działają w Kościele. Ich codzienność jest bardzo zwyczajna, tak zwyczajna, że prawie ich nie widać. Są jednak siłą tak potężną, jak ewangeliczny zakwas – zmieniają świat przez odwagę życia w sposób zwyczajny. Zmieniają go przez wierność swoim obowiązkom – a w tym mało atrakcyjnym sformułowaniu nie kryje się nic innego, jak miłość okazywana najbliższym i Bogu. Zmieniają świat nie przez rewolucję, lecz po cichu – od środka.

Jestem pewna, że Ty też należysz do takich kobiet. Może sama nie zauważasz tego, bo pochłania Cię codzienność i wszystkie drobne, a czasem nużące sprawy, które dźwigasz na swoich ramionach. Ale nawet jeśli tego nie dostrzegasz, są obok Ciebie ludzie, dla których jesteś jak chleb – Twoja obecność „karmi”, daje siłę, wspiera. Twoja miłość z kolei zmienia świat, po cichu, od środka. I to jest nadzwyczajne w swojej zwyczajności!

Do tego, żeby żyć zwyczajnie, trzeba mieć wiele odwagi„. Życzę dzisiaj i sobie, i Tobie, takiej właśnie odwagi. Życzę nam tego, bo za chwilę wstanę od komputera, zajmę się obiadem i wieszaniem prania. I nie zamierzam czuć się w tym wszystkim jak w trakcie odrabiania pańszczyzny. Nie zamierzam odliczać godzin do końca dnia, by wieczorem skreślić kolejną datę w kalendarzu w oczekiwaniu na urlop. Chcę cieszyć się zwyczajnością, bo ona ma sens, a ode mnie zależy, jak wiele radości uda mi się z niej czerpać.