Kiedy wyjeżdżałam na moje pierwsze rekolekcje ignacjańskie, nie miałam pojęcia, co mnie czeka. Jezuici kojarzyli mi się raczej poważnie i smutno, wizja kilkudniowego milczenia również nie wydawała się pociągająca. Na miejscu czekała mnie jednak niespodzianka: to było osiem dni, które kompletnie zmieniły moje życie.  Co więcej, to nie były rekolekcje, które na chwilę „wyrywają” ze świata po to, żeby zostawić w człowieku jedynie tęsknotę za tym, co działo się w ich trakcie. To były rekolekcje, które pokazały mi, w jaki sposób odkrywać Bożą obecność również w codzienności. Ten wyjatkowy czas stał się jedynie wstępem do tego, co dzieje się każdego dnia, gdy można – zgodnie ze słowami św. Ignacego – szukać i znajdować Boga we wszystkim.

Zapytałam Was, jakie są sposoby na odkrywanie Bożej obecności w codziennym życiu. Dostałam wiele inspirujących odpowiedzi. Zachwyciła mnie Monika, która napisała:  „Kiedyś przeczytałam o modlitwie wieszaniem prania – modlę się za tę osobę, której rzeczy akurat wieszam.” Proste, prawda? Nie wymaga ani szczególnego skupienia, ani wyprawy do kaplicy, ani wyszukanych słów. Czysta miłość wyrażona prostym gestem. Nie lubię ani prania, ani prasowania, a jednak przeżywanie tych czynności w taki sposób może sprawić, że nie będą nużące, tylko staną się jedyną w swoim rodzaju modlitwą…

„Powołanie osoby świeckiej to powołanie do tego, by uświęcać swoją codzienność, by uświęcać świat przez swoje zwyczajne życie, w jedności z Bogiem. Nie trzeba być cudakiem żeby czynić cuda albo by widzieć cuda” – usłyszałam wczoraj (o tu – klik #wiaraLIVE, o. Paweł Kowalski SJ). Pomyślałam wtedy, że bardzo rzadko słyszę takie sformułowanie: powołanie osoby świeckiej, czyli powołanie do życia w świecie. Modlimy się (i słusznie!) o powołania kapłańskie i zakonne, nieco rzadzej – o święte małżeństwa. Nigdy jednak chyba nie zastanawiałam się nad tym, że tak po prostu – jestem powołana do życia świeckiego. I że nie jest to powołanie drugiej kategorii, chociaż tak czasem o sobie myślę, bo pochłaniają mnie inne zajęcia niż modlitwa czy ewangelizacji. Każdego dnia w pierwszej kolejności muszę zająć się swoją pracą zawodową, zrobieniem obiadu, czy dopilnowaniem by dzieci odrobiły lekcje. Wczoraj po raz kolejny dotarło do mnie, że te zwyczajne obowiązki nie są balastem, którego muszę się pozbyć, jeśli chcę doświadczyć bliskości Pana Boga. One są drogą. Są miejscem spotkania. Każda z tym zwyczajnych czynności może stać się modlitwą i nie chodzi wcale o to, że będę przepytywać dziecko z tabliczki mnożenia, modląc się na różańcu i podnosząc rozmodlony wzrok ku Niebu. Nic z tych rzeczy. Mogę modlić się bez słów – robiąc zakupy, prowadząc samochód czy przypalając kotlety, jak to się czasem zdarza.

(Swoją drogą, czy Wam też zdarzyło się powiedzieć „Zdrowaś Mario” w odpowiedzi na czyjeś „Dzień dobry” tylko dlatego, że wizytę w supermarkecie połączyłyście z odmawianiem różańca?… :D )

„Świecki” oznacza „związany ze światem”. Może wydawać się, że to oznacza jednocześnie oderwanie od spraw duchowych (skoro „świat” oznacza to, co doczesne). Wszystko jednak zależy, w jaki sposób wiążemy się ze światem – czy to my jesteśmy do niego uwiązani, czy też traktujemy go tak samo, jak misjonarze traktują kraj i ludzi, do których zostali posłani.  „Charyzmaty nie odklejają nas od życia, tylko zakorzeniają w życiu” – usłyszałam wczoraj –  „Pan Bóg chce, żebyśmy świat uświęcali, a nie opuszczali, zostawiali, porzucali.”

Ja wczoraj na nowo odkryłam, że to fantastyczne zaproszenie Pana Boga, który chce mieć „swoich ludzi” wszędzie. Kogoś posyła do Afryki, kogoś innego – do warzywniaka, by przy okazji zakupów na obiad, uśmiechnął się do bliźniego i bez słów pokazał, czym jest życzliwość. Może się wydawać, że misja leczenia dzieci w ogarniętym wojną kraju jest ważniejsza niż wieszanie prania. W obu przypadkach chodzi jednak o to, by zmieniać świat na trochę bardziej Boży. I niech Cię nie zmyli zwyczajność, w którą Pan Bóg ubiera czekające Cię na co dzień zadania. To Twoje powołanie i okazja do doświadczania radości z bycia posłanym. I to nie „stopień ważności” Twojej misji sprawia, że jest ona wyjatkowa, tylko Boża obecność, którą można odkryć naprawdę we wszystkim.

Na dowód – kilka Waszych wypowiedzi: