Z procesji Bożego Ciała, w których uczestniczyłam jako dziecko, nie pamiętam ani sypania kwiatków, ani widoku księdza z monstrancją. Pamiętam za to upał i kamienistą drogę, na której klęcząc, wsluchiwałam się w słowa: „Święty Boże! Święty Mocny! Święty a Nieśmiertelny!”. Boża obecność gubiła się jednak wśród słów, które brzmiały przerażająco: od powietrza, głodu, ognia i wojny… od nagłej i niespodziewanej śmierci…my grzeszni…

Mijały lata, w których znajomość z Panem Bogiem układała się różnie – od entuzjastycznych śpiewów i wznoszenia rąk w czasie modlitwy charyzmatycznej po wyrażany wprost bunt i niewiarę. Przez każdy z tych okresów prowadziła mnie dyskretnie Obecność, z której istnienia nie zawsze zdawałam sobie sprawę. W końcu jednak w jednym z wielu niewiarygodnie dogodnych zbiegów okoliczności zobaczyłam Jego prowadzenie. I wtedy dostrzegłam to, za co dziękuję każdego dnia – troskliwość Boga, który ma wszystko, a jednak zadaje sobie trud czuwania nad każdym moim krokiem.

Są ludzie, dla których On nie istnieje – i jestem w stanie to zrozumieć. Są tacy, którzy uważają, że stworzył świat, ale kompletnie się nim nie interesuje. Inni patrzą na Niego tylko przez pryzmat kościelnych błędów i niedociągnięć, mając chrześcijan za frajerów, naiwniaków albo hipokrytów. Nie oburza mnie to.

Nie dziwią mnie też ci, którzy tak jak ja kiedyś, usłyszeli tylko część prawdy. Bo to prawda, że On jest święty, wszechmocny i nieśmiertelny. Ale w swojej potędze nie łamie trzcny nadłamanej i nie gasi knotka o nikłym płomyku (Iz 42,3). Stworzył głębię oceanów i potężne góry, ale to On, nie kto inny, dał nam zapach maciejki w ciepły wieczór. I smak truskawek. Delikatność fiołków i misterną budowę płatków śniegu, z których każdy jest inny. Imieniem, pod jakim Go znam, nie jest siła i wszechmoc, ale Miłość.

Bóg święty i mocny mieszka nie tylko w kościele, a przez nasze życie przechodzi nie tylko w czasie procesji. Ja spotkałam Go dzisiaj bardzo zwyczajnie: w nerwowym poranku i swoim braku cierpliwości. W zapachu drożdżowego ciasta i popołudniu spędzonym na dobrych rozmowach. W kawałku Chleba, który przypomniał mi, że On chce mnie karmić, a nie rozliczać z tego, co mi się udało, a co zawaliłam. Bóg Święty i Mocny zamieszkał z nami od czasu gdy Słowo stało się Ciałem. Żeby Go spotkać nie trzeba wyszukanych pobożnych słów i długich godzin spędzonych na kolanach w kościele . To jest dużo prostsze. Naturalne jak oddech.

Do tego tak naprawdę zostaliśmy stworzeni.