Co jakiś czas spotykam się z takim stwierdzeniem: „zazdroszczę, że masz taką silną wiarę”. To zdanie bywa wypowiadane w różnych okolicznościach. Jedną z nich jest pewnego rodzaju usprawiedliwianie siebie – skoro wiara jest łaską, a ja jej nie otrzymałem, nie mam możliwości by wierzyć. Co innego ty – bo ty masz taką silną wiarę.

Tymczasem jest inaczej. Po pierwsze – nie sądzę, żeby wiara była łaską zarezerwowaną tylko dla niektórych. Po prostu – tak jak każde inne obdarowanie (czy talent – gdy patrzymy szerzej), wymaga współpracy, pogłębiania, swoistego treningu.

Po drugie – ja naprawdę nie mam silnej wiary. Naprawdę. Moja wiara jest czasem rozpaczliwie uparta, z naciskiem na to pierwsze. Moja wiara to czasem chodzenie w ciemności, po omacku. Moja wiara sama z siebie na pewno nie jest silna – i nie jest moja. Opiera się tylko i wyłącznie na Kimś większym.

Być może dla niektórych wiara jest prosta i oczywista. Dla mnie taka nie jest. Bo ja od zawsze i w każdej dziedzinie życia dociekam i kombinuję – muszę rozumieć i wiedzieć, że coś naprawdę wybrałam jako swoje, że to moja świadoma decyzja. Ta dociekliwość i mierzenie się z wątpliwościami nie są jednak niczym złym, a przynajmniej w moim przypadku, Pan Bóg wykorzystuje je, by jeszcze bardziej prowadzić ku Sobie.

Pamiętam, jak przemówił do mnie przez… podręcznik do fizyki, nad którym ślęczałam z racji studiów na uczelni medycznej. To był czas, w którym wyprosiłam Boga z mojego życia i uznałam, że w Niego nie wierzę. On jednak uparcie i na różne sposoby mi o sobie przypominał. Pamiętam moje refleksje dotyczące wykresu, obrazującego różne rodzaje fal występujących w fizyce:EMSpectrum

Pomyślałam wtedy bardzo logicznie, że widzę i odczuwam zmysłami tylko niewielki wycinek rzeczywistości. Że gdybym nigdy w życiu nie korzystała z radioodbiornika, mogłabym zaprzeczyć istnieniu fal radiowych – nie widać ich przecież, nie czuć, nie słychać. Chyba że włączę i dostroję radio – wtedy sytuacja zmienia się diametralnie. Podobnie jest z promieniowaniem X czyli z falami rentgenowskimi. Tutaj aparatura wydaje się być jeszcze bardziej skomplikowana, a efekt działania – spektakularny. Gdybym jednak stanęła przed aparatem rentegnowskim, próbując poczuć, dotknąć czy w jakikolwiek inny sposób zarejestrować zmysłami to, co się dzieje, poniosłabym porażkę.

blog1

Pamiętam że wtedy, w czasie nauki, przyszło do mnie pytanie – a co jeśli tak naprawdę Bóg jest tuż obok, a ja po prostu nie mam odpowiedniej „aparatury”, aby doświadczyć Jego obecności? Może zachowuję się jak ktoś, kto krzyczy głośno, że nie ma czegoś takiego jak fale radiowe, podczas gdy uparcie nie chce włączyć radia?…

Jeśli opieram się tylko na tym, co mogę dotknąć, zważyć, zbadać i okleić określoną etykietką – jak bardzo jestem ograniczona!  Powyższy wykres obrazuje to idealnie – moje możliwości postrzegania (a przez to również interpretacji) otoczenia są bardzo wąskie. A ja wciąż upieram się, że muszę dotknąć, by uwierzyć i zobaczyć, by ostatecznie zaufać…

Moja wiara nie jest silna. Ale nie jest też głupia. Jeśli w określonych sytuacjach nieodmiennie doświadczam miłości, radości i pokoju – to widzę w tym Bożą obecność. Jeśli w moim życiu trafiają się nieprawdopodobne zbiegi okoliczności (chodzące nie parami, a całymi stadami!) – to widzę w tym znak Jego prowadzenia. A skoro pisząc tę notkę na komputerze, nie mam pojęcia, jak to się dzieje, że literki z klawiatury trafiają na drugi koniec Polski – bo nie potrafię wytłumaczyć działania komputera i internetu, a system zero jedynkowy znam tylko teoretycznie – to dlaczego miałabym domagać się zrozumienia wszystkiego, co dzieje się w mojej relacji ze Stwórcą?

Moja wiara nie jest silna. Ale jest dociekliwa i uparta, a w swoich dociekaniach – nie pozostaje bez odpowiedzi.  Nie sądzę, że to jakaś specjalna łaska – że należę do tych bardziej uprzywilejowanych. Słowa Jezusa o tym, że „kto szuka – znajduje”, wydają się potwierdzać moje przypuszczenia. Jeśli więc uważasz, że masz zbyt słabą wiarę, by przyjąć zaproszenie od Boga do bliższej relacji z Nim albo do podjęcia swojej życiowej misji, pomyśl jeszcze raz, czy to na pewno dobre wytłumaczenie. Bo może być tak, że twoja wiara też nie będzie silna i oczywista. Ale słaba wiara złożona w rękach Boga może być dokładnie tym ziarenkiem gorczycy, które jest potrzebne, by zaczęły dziać się cuda.