Dziś będzie krótko i w biegu – tak, jak wygląda mój dzień. I tak, jak wygląda czasem moja modlitwa. Dzisiaj też złapałam się na tym, że gdyby ktoś mógł zrobić zdjęcie mojej duszy w czasie modlitwy :) wyglądałaby pewnie jak sportowiec na linii startu, przygotowujący się do biegu. W głowie plan na kilka kolejnych godzin, lista zobowiązań i rzeczy do zrobienia – do biegu, gotowi, start. A jednak pomimo tych rozproszeń, doświadczam, że Jezus chce być w tym obecny. Chce być obecny w tym zabieganiu, w bałaganie, w modlitwie, której daleko do doskonałości. Nie patrzy na brak skupienia, nie przejmuje się nieporadnością – po prostu wchodzi ze swoim pokojem w to wszystko, co jest moją rzeczywistością dzisiaj, tu i teraz.

pexels-photo-24390

„Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”. Sama czasem zadaję sobie to pytanie. Dlaczego wystarcza Mu moja bieda, skoro ma w posiadaniu cały świat? Czemu nie straszna Mu moja ciemność i zamieszanie, czemu nie obraża się, gdy rozmawiam z Nim w biegu i z głową pełną zupełnie innych spraw? On jada wspólnie z celnikami i grzesznikami – i to właśnie ta wspólnota, bycie jest razem jest najważniejsze. I to jest właśnie dla mnie Dobra Nowina na dziś – że dla Niego jestem ważna niezależnie od okoliczności przyrody, zamieszania we mnie i scenerii wokół. Że On woli jadać z grzesznikami, czyli wspólnie odwiedzić tanią budkę z fastfoodami – skoro mnie tam znajdzie – niż jadać sam w wykwintnej restauracji, na białym obrusie i z usłużnym kelnerem. Woli moją biedę wspólnie ze mną. Plastikowe sztućce zamiast rodowych sreber, colę z papierowego kubka zamiast schłodzonego szampana.

Taki jest mój Bóg. Bóg, który nie czeka, aż uporządkuję swoje życie, tylko wchodzi w mój bałagan, nie bojąc się pobrudzić i zmęczyć w czasie wspólnego sprzątania. Jada z grzesznikami, niezależnie od tego, co pojawi się na stole. I chce tylko być obok, we wszystkim, w każdych okolicznościach.