Gdy byłam małą dziewczynką, podtrzymywałam znajomości z przyjaciółmi poznanymi w czasie wakacji dzięki pisaniu listów. Zazwyczaj wymienialiśmy wiadomości dość regularnie, co sprawiało, że z niecierpliwością wypatrywałam listonosza – bo może to właśnie dziś dostanę odpowiedź na list wysłany kilka czy kilkanaście dni wcześniej? Wraz z nadejściem ery internetu, oczekiwanie towarzyszące wielu codziennym sytuacjom, zaczęło się coraz bardziej skracać. Wysłanie e-maila zajmuje sekundy, zdarza mi się więc co kilka minut odświeżać stronę z mailową skrzynką pocztową, bo nie mogę doczekać się jakiejś wiadomości. Irytuje mnie wolno ładująca się strona internetowa, bo przyzwyczaiłam się, że wiele informacji pojawia się natychmiast. To przyzwyczajenie jest tak silne, że irytacja pojawia się również w sytuacjach dnia codziennego, gdy spóźnia się pociąg lub kolejka w hipermarkecie przesuwa się z prędkością żółwia. Coraz trudniej jest mi czekać. Coraz częściej uważam, że mam prawo wymagać – od innych, od świata, a nawet od Pana Boga – by odpowiedzi na moje pytania czy prośby pojawiały się natychmiast.

Technologia rządzi się swoimi prawami, a sprzęt, którego używamy, jest coraz doskonalszy, czyli mniejszy, lżejszy i szybszy. Są jednak rzeczy, których nie da się przyspieszyć – i nie oznacza to wcale, że daleko im do doskonałości. Ziarenko, które wpada w ziemię, kiełkuje w swoim tempie. Choćbym stawała na głowie, wyda owoce w swoim czasie. Nie przyspieszy tego ani moja złość, ani próba wykonania części pracy za rozwijającą się roślinę. Owszem, mogę stwarzać jej jak najlepsze warunki rozwoju, podlewać i nawozić, ale na wzrost, czas kwitnienia, owocowania i zbiorów, muszę cierpliwie poczekać.

Cierpliwość jest dla mnie bardzo silnie związana z nadzieją. Gdybym nie miała nadziei na zebranie owoców z zasianych wcześniej ziaren, darowałabym sobie wszelkie wysiłki, bo nie miałyby sensu. Gdy jednak skupiam się na tym, że za jakiś czas skosztuję dobrych owoców, łatwiej mi czekać. Może więc tam, gdzie brakuje mi cierpliwości, powinnam prosić też o nadzieję? Może to nie brak cierpliwości jest moim prawdziwym problemem, ale brak wiary w to, że coś naprawdę może się zmienić w życiu moim lub innych osób?

Jezus, dobry Ogrodnik, zaprasza Cię do tego, żebyś Go naśladowała. Być może jest coś, co chciałabyś w sobie zmienić. Być może, jako osoba odpowiedzialna za innych (rodzic lub wychowawca), czekasz na taką zmianę w drugiej osobie. Pomyśl, ile razy próbowałaś forsować taką zmianę. Jak często działałaś na siłę albo wymagałaś od siebie lub innych szybkich efektów? Co stałoby się, gdybyś zamieniła słowo “muszę!” na słowo “dam sobie czas”? Gdybyś zamiast siły wybrała łagodność?

ZADANIE:

Zastanów się, które z Twoich zadań lub obowiązków Cię irytuje – co zazwyczaj chcesz zrobić jak najszybciej albo czego uniknąć? Dzisiaj postaraj się to zrobić wolniej, spokojniej, cierpliwiej. Nie chodzi jednak o to, żeby się umartwiać czy dokładać sobie ciężarów – spróbuj po prostu świadomie wybrać taki sposób postępowania. Jak się z tym czujesz?