Choć święty Ignacy pisze o “ćwiczeniach duchowych”, rekolekcje to nie do końca czas duchowej siłowni. Nie chodzi o to, by wykonywać określone zadanie tylko po to, by potem stanąć przed lustrem, prężyć “duchowe muskuły” i podziwiać siebie, za to, jacy jesteśmy pracowici i wspaniali. Czasami owoców naszych działań i modlitwy nie widać od razu. Czasem wydają się być mniejsze, niż byśmy chcieli. Czy jednak naprawdę to właśnie to jest najważniejsze?

“Serce Jezusa, zbawienie ufających Tobie”. To Jezus jest jedynym Zbawicielem. Święty Ignacy pisze, że mamy działać tak, jakby wszystko zależało od nas, ale ufać Bogu tak, jakby całe powodzenie spraw zależało wyłącznie od Niego. Nasze wysiłki są więc ważne. To jednak Bóg jest tym, który jest “sprawcą i, chcenia i działania zgodnie z Jego wolą”  (Flp 2,13). To On jest źródłem życia i świętości, On jest Zbawicielem.

Mówi o tym również Imię Jezusa. “Jeszua” to krótsza forma imienia “Jehoszua”, które oznacza dosłownie  “JHWH zbawia”. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że imię Jezus znajduje się w centrum modlitwy chrześcijańskiej. (KKK 435) Już samo powtarzanie tego imienia jest modlitwą i pomaga w uświadomieniu tego, że Bóg jest obecny – że jest blisko.

Policzyłam kiedyś z ciekawości, jak często moje dzieci wołają do mnie: “Mamo”. Wynik był spektakularny: 42 razy w ciągu piętnastu minut! Powody były różne – dzieci miały pytania, chciały coś do jedzenia, kłóciły się między sobą albo upewniały się, że jestem w pobliżu. Ich pierwszym odruchem było wtedy wołanie: “Mamusiu, zrób coś!”. Na taki okrzyk zdobędzie się jednak tylko ktoś, kto wierzy, że adresat takiej prośby troszczy się o niego i chce oraz może mu pomóc. Dla małych dzieci jest to naturalne – w ich mniemaniu rodzice wszystko potrafią i niczego się nie boją. A jak jest z  Tobą?

Co pochłania Twoją uwagę w czasie życiowych zawirowań – widok wzburzonych fal czy głos Jezusa mówiący: “Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się”? Jak często w trudnościach, przeżywaniu radości czy podejmowaniu decyzji wołasz do Niego? A może czasem masz wrażenie, że nie masz sił na modlitwę, bo przerastają Cię trudności czy zmęczenie? Wtedy możesz próbować po prostu wypowiadać Jego Imię, z wiarą w to, że On jest Zbawicielem, więc nie ma dla Niego rzeczy niemożliwych.

Święty Piotr przekonał się o tym krocząc po wodzie i doświadczając tego, że w momencie totalnego kryzysu, gdy zaczął tonąć, chwyciła go silna dłoń Jezusa. Zastanawiam się czasem, które z tych dwóch doświadczeń były dla niego ważniejsze: sam fakt pokonania praw natury czy bycie uratowanym w momencie, gdy – dosłownie – stracił grunt pod nogami…

Z wielu trudnych sytuacji potrafimy wydostać się o własnych siłach. O to przecież chodzi w dorosłym życiu – o samodzielność, pokonywanie przeciwności i zdobywanie dzięki temu nowych doświadczeń. Są jednak również takie kryzysy, z których wyjść możemy tylko dzięki Jego miłości, miłości na tyle silnej, że potrafi wyciągnąć nas z głębokości naszych smutków i jednocześnie delikatnej jak “szmer łagodnego powiewu” (1 Krl 19). Jak często pozwalasz, by On był przy Tobie w takich trudnych chwilach? Jak często pozwalasz Mu być Zbawicielem?

ZADANIE: Spróbuj przez jakiś czas powtarzać w myślach powoli imię Jezus. Jeśli chcesz, spróbuj modlić się w ten sposób w czasie wykonywania dzisiejszych obowiązków.