Do tematu kolęd podchodzę chyba mało liberalnie – dla mnie powinno się je śpiewać nie wcześniej niż 24 grudnia. A piosenki świąteczne? Piosenki świąteczne to już zupełnie inne bajka i nie mam nic przeciwko temu, by umilały mi oczekiwanie na Boże Narodzenie. Pamiętam wprawdzie te chwile z mojego studenckiego żywota, gdy dorabiając w supermarkecie, po całym dniu słuchania jednej i tej samej płyty ze świątecznymi przebojami, miałam wrażenie że śnią mi się one w nocy. Nawet to jednak nie zniechęciło mnie nucenia pod nosem ulubionych piosenek i tańczenia w kuchni w przerwie między lepieniem a pieczeniem pierniczków.

To moja subiektywna lista ulubionych świątecznych piosenek (z niewielkim dodatkiem kolęd).

1. Carol of the Bells.

Cudowna, delikatna, pełna uroku – taka melodia, przy której chce się zamknąć oczy. W przedziwny sposób przenosi mnie w inny świat, taki w którym nie ma pośpiechu, jest za to harmonia i spokój. Być może ta melodia jest mi tak bliska dlatego, że jest w pewnym sensie odzwierciedleniem słowiańskiej wrażliwości? Skomponował ją ukraiński muzyk, Mykoła Leontovich. Nagrano ją w wielu wersjach – można posłuchać jej w wersji oryginalnej albo w nowoczesnej aranżacji Pentatonix, ja jednak wolę jej klasyczne wykonanie. Jest magiczne!

2. Mario, czy już wiesz?…

Zanim usłyszałam tę kolędę w polskiej wersji, kojarzyła mi się tylko z zabawnymi memami, w których Maria odpowiadała, że owszem, wie, bo powiedział jej o tym anioł :)

Może dlatego wcale nie ciągnęło mnie do tego, żeby posłuchać TGD i Kuby Badacha. I pewnie przez dłuższy czas żyłabym w błogiej nieświadomości, gdyby nie moja najlepsza przyjaciółka, Agnes, która nie dość że podsyła mi czasem dobre rzeczy do przesłuchania, to jeszcze wyciąga na koncerty. Na TGD w Gdańsku też się w tym roku wybieramy, a ja nie mogę się już doczekać, kiedy posłucham tej kolędy (piosenki?) na żywo. Tekst jest przejmujący i sam w sobie mógłby spokojnie stać się podstawą niejednej pobożnej medytacji, a wykonanie – ech, to moje klimaty. Uwielbiam :)

3. „All I want for Christmas is you”

to podobno jeden z najbardziej znienawidzonych świątecznych przebojów! Może więc nie powinnam przyznawać się do tego, że w jego rytmie najlepiej mi się tańczy – głównie w kuchni, w czasie świątecznych przygotowań? Wiem, że ta melodia nie tylko mnie podrywa do tańca – jakiś czas temu cała Galeria Bałtycka w Gdańsku na chwilę przystanęła zdumiona, bo grono pasjonatów postanowiło pokazać, ze tym, czego pragniemy na Święta jest JEZUS. „All I want for Christmas is YOU (Lord)”. Czysta prawda. Taka do tańca i do różańca :) I jako że wersie Mariah Carey znają wszyscy, wrzucam specjalnie dla Was taneczne uwielbienie:

4. „Kolęda płynie z wysokości”

– kolejne cudo, którym jakoś nie potrafię się znudzić. Prosty, ale głęboki tekst ks. Jana Twardowskiego w połączeniu z muzyką Pospieszalskich i ich wykonaniem sprawia, że to absolutnie wyjątkowy utwór. Nie jest przesłodzony jak lukrowane pierniczki – jest nieoczywisty. Jest w nim ciepło, ale i tęsknota za DOBREM. Lubię, bardzo lubię słuchać:

Kolędy w wykonaniu Pospieszalskich należą zresztą do moich ulubionych, więc trochę za wcześnie (i po cichu, w sekrecie, nie wygadajcie nikomu) wrzucam jeszcze jedną propozycję, już na Wigilię albo do podśpiewywania w drodze na Pasterce :)

 

A jakie są Wasze ulubione świąteczne melodie? Albo których nie lubicie i nie jesteście w stanie słuchać? Podzielcie się koniecznie! :)