Ziarenko pieprzu.

Skręcona w kostce noga.

Boczne lusterko utrącone po pełnej fantazji próbie zaparkowania w wąskiej uliczce.

Porażki, siniaki i rozczarowania. To sprawia, że boimy się próbować nowych smaków i nabierać rozpędu przed skokiem w nieznane. To wszystko działa jak hamulec. Czasami delikatnie wciskamy go przed zakrętem i wtedy faktycznie spełnia swoją rolę. Innym razem hamujemy gwałtownie, stajemy w miejscu albo zawracamy, zostawiając w tyle kolejne możliwe porażki. I mnóstwo niespełnionych pragnień.

„Spełnienia marzeń” – życzymy często. Tylko że to tak nie działa. Marzenia spełniają się same tylko w bajkach – a i wtedy dzieje się tak tylko i wyłącznie dlatego, że dla głównej bohaterki trudzi się nieustraszony książę czy pełna życzliwości dobra wróżka. Marzenia się nie spełniają. Marzenia spełniamy, gdy odważymy się odważyć.

Chociaż pierwszy stycznia to tylko data w kalendarzu, lubimy w tym czasie podsumowywać miniony rok, ubierając przy okazji kolejnych dwanaście miesięcy w uszyte na miarę naszych pragnień postanowienia. Ze mną jest podobnie – ja od nowego roku znowu będę się odchudzać. Obiecuję. Serio :)

Nie będę jednak życzyć ani Tobie, ani sobie niczego innego oprócz tej jednej rzeczy: nie odmierzaj radości w życiu miarką, która zawiera w sobie tylko połowę Twoich pragnień i możliwości. Patrząc na pojawiające się w ciągu roku szanse, nie klikaj jak na fejsbukowym wydarzeniu: „jestem zainteresowana”. Nie przyjdę, nie wezmę udziału, popatrzę dyskretnie z boku – może się zainspiruję. Jeśli czegoś pragniesz, wskakuj w to całą sobą, zamiast czekać na kolejnego sylwestra, kolejne podsumowania i kolejne życiowe zaproszenia. A jeśli na drodze do marzeń spotkasz zamknięte drzwi, spróbuj wejść przez okno, jak radził ks. Twardowski, albo pukaj wytrwale, aż w końcu ktoś otworzy lub pokieruje Cię w inne, odpowiednie miejsce.

Na Nowy Rok – odwagi życia.

Życzę.