„Jesteś Królem” – śpiewamy w jednej ze znanych piosenek. W wielu innych wyrażenie „Jezus jest Panem” odmieniamy przez wszystkie możliwe przypadki. Mamy też pewnie swoją wizję tego panowania, w której to Bóg, zaproszony przez nas do naszego życia, zajmuje w nim centralne miejsce.

I siedzi cicho.

No może z wyjątkiem tych momentów, w których potrzebujemy Jego pomocy. Wtedy rozpaczliwe: „Boże, dopomóż” ma otworzyć Mu drogę do działania.

***

Nie wiem, jak miała na imię osoba, która najpierw zaprosiła Jezusa do swojego domu, a potem z narastającym zdziwieniem lub przerażeniem obserwowała, jak kompletnie obcy ludzie rozbierają dach jej domu. Nie wiem, co wtedy myślała. „O Boże (nomen omen), to nie tak miało być!”? A może: „Jezu, czemu Ty nie reagujesz?”. Może w tamtym momencie obiecywała sobie, że już nigdy, nigdy więcej nie wpuści do swojego domu żadnego, nawet najbardziej znanego nauczyciela czy cudotwórcy?…

***

Lubię swój kubek z Bolesławca i bardzo ciepłe skarpetki. Lubię mieć w szafce zapas gorzkiej czekolady, a na łóżku swój ulubiony kocyk. Lubię też zapraszać do tego wszystkiego Pana Boga. Mówię: „To mój wygodny i pełen ciepła (dosłownie i w przenośni) świat, rozgość się.” I On przyjmuje zaproszenie. Traktuje je serio.

Może nie powinnam się dziwić, gdy przychodzą chwile, w których – jak mi się wydaje – mój bezpieczny świat trzęsie się w posadach? Z sufitu czy ścian odpadają tynki, a tam, gdzie był dach, moim oczom ukazuje się rozgwieżdżone niebo, światło słoneczne albo twarz kogoś, kto desperacko szuka pomocy?

Jezus działa chyba właśnie w ten sposób – traktuje nasze zaproszenia serio. Co więcej, poszerza i powiększa serce tych, którzy Go zapraszają. Otwiera okna, wpuszczając świeże powietrze. Otwiera drzwi, zapraszając ludzi głodnych miłości. A gdy to nie skutkuje, pozwala by czasem znad głowy zniknęło nam to, co daje poczucie bezpieczeństwa, bo pozwala się schować i zamknąć przed innymi.

Utrata dachu nad głową to poważna sprawa. Otwarcie swojego serca na oścież i na wszystkie możliwe sposoby to również nie lada wyzwanie. Tyle że to coś więcej niż życiowe przemeblowanie. To stworzenie przestrzeni do tego, by działy się cuda.

Chcesz zobaczyć, jak sparaliżowani stają na nogi, chorzy odzyskują zdrowie, a zrozpaczeni odnajdują sens życia? Nie porzucaj ulubionych ciepłych skarpetek i nie czuj wyrzutów sumienia dlatego, że czasem się boisz. Po prostu wpuść kogoś do swojego świata – przez drzwi, okno, a gdy trzeba, nawet przez dach. Podziel się Jezusem, którego znasz, Słowem które inspiruje i modlitwą, która zaspokaja głód lepiej niż najlepsze ciasto czekoladowe.

A jeśli ciasto czekoladowe to danie, które wychodzi Ci szczególnie dobrze, nie zamykaj go – ani niczego, co w Tobie niepowtarzalne i dobre – w czterech ścianach swojego lęku. Rozejrzyj się wkoło. Jezus jest – zaprosiłaś Go do siebie. To wystarczy. On wystarczy.