„Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” – napisał Antoine de Saint-Exupéry – „Dobrze widzi się tylko sercem.”. I zgodziłabym się z nim, gdyby nie to, że w moim sercu na zmianę rozkwita maj i szaleje sztorm, pada orzeźwiający deszczyk i panuje skwar jak na pustyni. Moje serce czasem jest pochłonięte tylko tym, co się w nim dzieje i nie chce patrzeć na świat z innej perspektywy. Nie zawsze widzi jasno i dobrze. Nie zawsze też dostrzega dobro.

Dlatego mam lepszy pomysł – na siebie i moje patrzenie na świat oraz ludzi. Może nie do końca o to chodziło autorowi „Małego Księcia”, ale zgodzę się z nim, że dobrze widzi się tylko Sercem. Jednym Sercem. Sercem Jezusa.

Nie będę dziś pisać, co to oznacza dla mnie, nie będę się też silić na próby opisania mojego „wydaje mi się” rządkiem równych, pobożnych słów. Odpowiedź na to, w jaki sposób patrzeć na siebie i innych Sercem – Jego Sercem – zapisuje się w życiu każdego z nas inaczej. Do tego zapisywania rzadko potrzebne są słowa. Dużo częściej zdarzają się uśmiechy, łzy i obolałe od dźwigania potrzebnych i niepotrzebnych ciężarów barki.

Podzielę się jednak z Wami modlitwą, którą znalazłam dzisiaj u Sióstr Sacre Coeur – modlitwą która poruszyła mnie tak bardzo, że chciałabym nie tyle wpisać ją w swoją codzienność, co swoje życie wpisać w jej słowa:

 

Najświętsze Serce Jezusa daj mi
serce, którego usposobienia będą podobne do Twoich …
serce pokorne znające i kochające swoją małość,
serce łagodne, które opanowuje i ucisza swoje niepokoje,
serce kochające, które współczuje słabościom innych,
serce czyste, które odżegnuje się nawet cienia zła,
serce oderwane, które pragnie jedynie darów Nieba,
serce wolne od miłości własnej, ogarnięte miłością swego Boga, którym jedynie się zajmuje, który jest jedynym jego szczęściem i jedynym jego skarbem w czasie i w wieczności. Amen.