Na ekranie komputera albo telefonu wyświetlam codziennie spore ilości zdjęć, wiadomości i ogłoszeń. Łatwo w tym różnorodnym gąszczu przegapić to, co wartościowe. Dlatego dzisiaj chciałabym pomóc – zarówno Wam, w odnalezieniu tego, co godne uwagi, jak i uczestnikom wyjątkowego projektu, którego losy śledzę na Facebooku (klik!).  Można tam podglądać (i kibicować!) przygotowania grupy młodych ludzi do wyjazdu do Zambii. Można im również pomoc przez modlitwę i wsparcie finansowe. Chcecie poczytać więcej? :)

Projekt Zambia

Projekt Zambia

Gosiu, powiedz proszę kim jesteś, czym się zajmujesz, dlaczego Toruń i dlaczego DA u Jezuitów?

Nazywam się Gosia Wołowicz i jestem studentką filologii rosyjskiej. Pochodzę z Dolnego Śląska i myślę, że z woli Bożej znalazłam się w Toruniu idąc na mój pierwszy kierunek studiów – dziennikarstwo. Ogólnie moja przygoda w DA u oo. Jezuitów zaczęła się w momencie, w którym dowiedziałam się o wyjeździe do Zambii, więc stosunkowo dość krótko. A moim „rodzimym” duszpasterstwem jest Duszpasterstwo Akademickie WSKSiM prowadzone przez oo. Redemptorystów.

Dlaczego Zambia? Czy ciągnęło Cię wcześniej do Afryki? Czy ogólnie „na misje”?

Moja pierwsza myśl o tym, by pojechać na misje do Afryki pojawiła się jeszcze w czasach liceum. Co ciekawe, ta myśl przyszła „sama z siebie”. Nikt mnie nie zainspirował swoim świadectwem, czy też doświadczeniem misji. Gdzieś tam w mojej głowie pojawiały się myśli o misjach w Nigerii (o Zambii nawet wtedy nie słyszałam), jednakże starałam się je odpychać na drugi plan, bo zawsze były ważniejsze rzeczy. Do tego stopnia, że całkowicie przestałam myśleć o misjach.

Dopiero na studiach powróciło pragnienie misji. Jednak tym razem przyczynił się do tego Damian, mój kolega z roku, który zachęcał mnie do udziału w Projekcie Zambia. Opowiedział mi o swoim doświadczeniu i to jakoś na nowo rozbudziło moje pragnienie wyjazdu. Ale to i tak było widocznie za mało, ponieważ nie zdecydowałam się wziąć udziału w rekrutacji do drugiej edycji. Tak samo było z trzecią edycją. Odważyłam się pójść na rekrutację po trzech latach. I udało mi się dostać.

Czy odczytujesz to jako pewnego rodzaju swoje powołanie – zaproszenie od Pana Boga?

Szczerze mówiąc nie powiedziałabym, by misje były moim powołaniem, ale z pewnością jest to zaproszenie od Pana Boga do wejście w jeszcze głębszą relację z Nim. Często jest tak, że nagle w naszej głowie pojawiają się marzenia, którego źródła nie jesteśmy w stanie zidentyfikować. Czuję, że w liceum nie bez powodu przyszła mi myśl o Afryce, ale to było tak jakby preludium do tego, co w rzeczywistości przygotował dla mnie Pan Bóg. Wtedy nie sądziłam, że taki wyjazd dojdzie do skutku. Ba! Sama z siebie śmiałam się, zwłaszcza że w tamtym czasie różne szalone pomysły przychodziły mi do głowy. Jak się później okazało, wiele z nich zostało przekształconych przez Boga w taki sposób, by zbudować między nami silną więź. Stąd też moja pewność, co do tego, że z jednej strony jest to zaproszenie do pogłębienia naszej relacji, a z drugiej jest to odpowiedź na pragnienia mojego serca sprzed wielu lat.

Może podzieliłabyś się tym, co pomogło Ci odnaleźć zarówno taki pomysł, jak i „odwagę by się odważyć”?

Przez dwa lata powstrzymywałam się przed tym, by spróbować aplikować do Projektu. Kwestia kompleksów – nie dość, że byłam pewna, że się nie dostanę, to na dodatek nie miałam poczucia własnej wartości. Myślę, że gdybym od razu spróbowała, to nie dostałabym się i już więcej nie podjęłabym próby walki o uczestnictwo w Projekcie. Przypuszczam, że Pan Bóg nie chciał, bym wtedy próbowała. Zresztą, jak mogłabym komuś pomóc, skoro sama potrzebowałam pomocy?

Dopiero gdy udało mi się poukładać system własnych wartości, pokochać siebie, otworzyć się na innych zaczęły mnie nachodzić myśli o tym, by zostać rekrutem. Ale i wtedy opierałam się myśli o misjach. Pragnienie było tak wielkie, że wysłałam zgłoszenie parę minut przed zakończeniem rekrutacji. Później zaproszono mnie na rozmowę – było w porządku, choć po wyjściu byłam pewna, że się nie dostałam. Dlatego też zaskoczeniem była dla mnie informacja o tym, że zakwalifikowałam się do Projektu.

Projekt Zambia

Czy możesz powiedzieć coś więcej o całej Waszej grupie i przygotowaniach?

Nasza ekipa liczy dziewięć osób: dwóch kleryków – Szymona i Adriana oraz siedem osób świeckich: Agatę, Anię, Patrycję, Łukasza, Marka i Jakuba. No i mnie, rzecz jasna. Wszyscy jesteśmy w wieku studenckim, niektórzy z nas tylko studiują, inni pracują, a jeszcze inni łączą studia z pracą. Staramy się spotykać regularnie w piątki wieczorem z naszym kierownikiem duchowym, o. Michałem Kłosińskim SJ na spotkaniach formacyjnych. Za każdym razem rozpoczynamy medytacją ignacjańską. Następnie przechodzimy do rozmów o realizacji naszego Projektu. Dzielimy się różnymi pomysłami i wspólnie zastanawiamy się nad tym, jak je wdrożyć w życie. Nie jest to zawsze łatwe, ponieważ każdy z nas jest inny, nie zawsze mamy takie samo zdanie i też dopiero wszyscy się poznajemy (wcześniej się nie znaliśmy i praktycznie od zera musimy stworzyć naszą wspólnotę). Ale każdy z nas się bardzo cieszy na to spotkanie. Ja osobiście z utęsknieniem czekam na piątki.

Nasze plany na najbliższy czas to organizowanie kwest niedzielnych w różnych parafiach w Polsce, poza tym za ofiarę będziemy rozdawać rzeczy, które będziemy sami wykonywać (np. różańce, palmy na Niedzielę Palmową i inne) – wszystkie datki będą przekazywane na pomoc w Zambii.

No właśnie – Zambia. Co dokładnie tam będziecie robić? Na jak długo wyjeżdżacie? I w jaki sposób to doświadczenie może pomóc Wam po powrocie dalej działać w podobnym duchu – misyjnym, ewangelizacyjnym czy dotyczącym pomocy drugiemu?

Do Zambii jedziemy latem, na cały sierpień. Wszyscy będziemy pracować na farmie – głównie w polu oraz będziemy opiekować się dziećmi z lokalnego sierocińca. Pomoc innym ludziom zawsze sprawia mi radość. Myślę też, że Pan Bóg ma własny cel w tym, by wysłać nas do Zambii i „urobić” tam nasze serca według własnego planu. Gdzieś tam w głębi mnie marzy mi się, by zostać ewangelizatorką. Kto wie? Może to doświadczenie misji będzie w stanie je zrealizować?

Projekt Zambia

A czy w czasie przygotowań napotykacie na jakieś przeszkody? Czego się obawiacie? I czego Wam trzeba, czyli w jaki sposób można Wam pomóc?

Największym naszym problemem, z jakim cały czas się psychicznie zmierzamy to wiadomość o tym, że w Zambii panuje epidemia cholery. Tak naprawdę nie wiemy, co nas czeka po przyjeździe. Póki tutaj jesteśmy staramy się zebrać fundusze na sprzęt i produkty, które mogą się przydać na farmie, na produkty dla dzieci z sierocińca i na leki, które mogą pomóc w walce o życie osób dotkniętych chorobą. I nie mam tutaj tylko na myśli cholery, ale mnóstwo innych. Bardzo ważna dla nas jest modlitwa za mieszkańców i osoby posługujące w Zambii, jak i za nas – wolontariuszy i pomyślność naszej akcji. Czasami naprawdę przychodzą chwile zwątpienia, jednakże pokładamy ufność w Panu. Wierzymy w to, że znajdą się osoby, które zechcą nas wesprzeć modlitwą oraz pomóc, czy to w kwestii finansowej, czy poprzez chęć zorganizowania kwesty w swoim rodzinnym mieście. Modlimy się o każdą formę pomocy.

Dziękuję za rozmowę.

*******

Projekt Zambia

Projekt Zambia

Projekt Zambia

Projekt Zambia