Niektórzy stali tuż obok krzyża, jak Maryja, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena w relacji Jana. Marek pisze inaczej: „Były tam również niewiasty, które przypatrywały się z daleka, między nimi Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba Mniejszego i Józefa, i Salome.” Daleko był też Piotr i reszta uczniów. Blisko z kolei – ciekawscy mieszkańcy Jerozolimy i arcykapłani.

Daleko – blisko. Pojęcia względne. Można być przecież w czasie drogi krzyżowej blisko Jezusa tak, jak Weronika. Można być również tak blisko, jak płaczące niewiasty, pogrążone we łzach, lecz skupione na sobie, a nie na Jezusie. Można być blisko, będąc jednocześnie daleko. Można też patrzeć na krzyż z dystansu, a jednocześnie umierać z tęsknoty za bliskością i w tym bólu być bliżej Bożego serca niż wydaje się całemu światu.

Bądź dzisiaj na drodze krzyżowej. Nie mów jednak z pobożności i powinności (albo z przyzwyczajenia) że chcesz być blisko, jeśli czujesz, że tak naprawdę masz ochotę uciekać. Nie mów też, że powinnaś być daleko, bo według ludzkich (i swoich) standardów „nie jesteś godna”. Podejrzewam, że nikt nie jest.

„Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” – mówi Jezus w rozmowie z Piłatem (J 18,37). On się na to narodził, by wydarzył się Wielki Piątek, cisza Wielkiej Soboty i radość Niedzieli, która nie ma końca. Narodził się po to, by wziąć na siebie cierpienie, którego wielkość trudno sobie wyobrazić (zainteresowanych odsyłam do artykułu o medycznych aspektach męki Jezusa). Narodził się po to, by każdy, kto doświadcza bólu ponad swoje siły mógł powiedzieć, że nie jest sam – że Ktoś już przez to przeszedł i chce podać Mu rękę, przeprowadzić przez piekło na ziemi, wprost do Nieba.

On na to się narodził i na to przyszedł na świat, by Cię ocalić i być dla Ciebie szansą na powstanie z każdej beznadziei. Ten dzień to jak dłoń wyciągnięta w Twoją stronę – dłoń, która może wydobyć Cię z dołu zagłady i umocnić Twoje kroki (Ps 40).

Przyjmiesz ją?