Gdyby ktoś zobaczył nas dzisiaj w kościele, mógłby pomyśleć, że to jakieś nieporozumienie: ludzie, którzy co chwilę powtarzają jedno zdanie: „miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Odtwórcze, nudne, bezsensowne zajęcie?…

Tłumy są przyciągane przez wydarzenia bardziej atrakcyjne. Znany kaznodzieja, który skutecznie modli się o uzdrowienia, koncert uwielbienia organizowany przez grupę, której piosenki śpiewane są na całym świecie (choć ja wciąż nie rozumiem tekstów typu: „stoję dziś, moje serce, ręce tak wyciągam” ;) ). Wielka akcja modlitewna ogarniająca cały naród, równie wielkie deklaracje i pospolite ruszenia. Iskierki, które rozpalają się na chwilę, bardzo efektownie, ale… na chwilę. Porywy serca, za którymi tęskni się w codzienności, szarej i powtarzalnej. Wydarzenia potrzebne, ale niewystarczające, jeśli są jednym elementem, na którym buduje się wiarę.

A jeśli właśnie w tym – w prostocie i powtarzalności – kryje się przepis na coś więcej niż tylko chwilowe rozpalenie serca? Jeśli naprawdę mamy szansę nie tylko na to, żeby co jakiś czas „doładować akumulatory”, a potem zużywać nagromadzone zapasy, lecz mieć w sobie prawdziwy ŻAR i ŻARliwość, od której zapalają się inni? I robi się cieplej, jaśniej, radośniej – nie na chwilkę, na stadionie narodowym w czasie modnego eventu, ale w domu, pracy, szkole czy autobusie?

Uwielbiam to w moim byciu katoliczką. Uwielbiam to, że katolicyzm daje mi szansę na prostotę. Nie muszę czuć się zobowiązana do bycia zawsze na duchowych wyżynach, z łapkami wysoko w górze, wykrzykująca hasła uwielbienia. Nie muszę robić wielkich rzeczy. Nie muszę wykrzesywać z siebie kwiecistych przemów i długich modlitw pełnych podniosłych słów, choć cieszę się, że i to czasem się udaję. Mogę być jednak również zwyczajna. Mogę każdy prosty dzień przeżywać w prosty sposób, ze słowami, w których pozornie nie ma nic nadzwyczajnego. Mogę spędzić kilka minut, szepcząc wciąż: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twego…”, a w oczach postronnego obserwatora wyglądać nawet jak przyszła właścicielka moherowego berecika.

Mogę wypowiadać proste słowa i pozwalać się im przemieniać. Nie szukać niezwykłości, ale smakować to co, zwyczajne i odkrywać w tym głębię. Mogę nawet nie wiedzieć, dlaczego to działa i w jaki sposób – ale działa. Przemienia. Daje pokój serca. I nie pytajcie mnie dlaczego – nie wiem. Pytajcie Jego. On odpowie, a jeśli trzeba, pozwoli nawet dotknąć Swoich ran, byśmy mogli uwierzyć.