„Ma pani wagę w oczach” – powiedziałam ostatnio z uśmiechem i podziwem do ekspedientki, która precyzyjnie odmierzyła i zważyła tyle mojego ulubionego żółtego sera bez dziur, o ile poprosiłam. Przez chwilę obie się uśmiechałyśmy. A potem pomyślałam o tym, że z moim spojrzeniem dzieje się czasem to samo. Mam w oczach nie tylko wagę, ale również linijkę i celownik. Patrzę na świat, ale widzę często to, co chcę zobaczyć: kalkuluję, odmierzam i przyklejam etykietki… innym, oraz sobie.

Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Często zdradzają więcej, niż uśmiech czy słowa. To  właśnie spojrzenia drugiej osoby szukamy, gdy chcemy powiedzieć coś ważnego, bo spoglądając w oczy widzimy, czy to, co chcieliśmy przekazać, zostało usłyszane i zrozumiane. Spojrzenia szukamy też, by rozmawiać bez słów. Czasem nasze oczy mówią: „Lubię Cię”. Innym razem ostrzegają: „Nie podchodź ani kroku bliżej”. Niekiedy oceniają i porównują.

Podejdź na chwilę do lutra, Spójrz sobie w oczy. Wytrzymaj tak pełną minutę. Co widzisz w swoim spojrzeniu?

O tym, że bliźniego kochamy tak, jak siebie samego, słyszałaś pewnie niejednokrotnie. A co jeśli to samo dotyczy również naszego spojrzenia? Czy na najbliższych i tych trochę dalszych, na przyjaciół, kolegów z pracy i osoby przypadkowo mijane w ciągu dnia patrzymy tak, jak na siebie samego? Jak jest w Twoim przypadku?

Podkreślanie głębi spojrzenia to trudne zadanie, a jednak wiele z nas opanowało tę sztukę do perfekcji dzięki eyelinerowi i mascarze. Dzisiaj chciałam Cię jednak zaprosić do innego sposobu na podkreślenie piękna Twoich oczu. Kosmetyki, płatki pod oczy, maseczki, zalotki, makijażowe tricki – to wszystko jest ważne, oczywiście. Jednak nic nie ożywia spojrzenia bardziej niż życzliwość i uśmiech – nie ten sztucznie przyklejony na potrzeby odegrania roli uprzejmej dziewczyny, ale ten, który rozświetla nas od środka, od wewnątrz. Nie da się tego kupić w żadnym sklepie. Nie można też postanowić sobie, że od dzisiaj będzie ze mnie promieniować subtelny kobiecy wdzięk i urok. To znaczy oczywiście – postanawiać można sobie bardzo wiele, ale jeśli masz za sobą kilka takich prób, wiesz, że to nie takie łatwe. Dlatego dzisiaj nie chcę Cię zapraszać do tego, by po raz kolejny stawiać sobie poprzeczkę niemiłosiernie wysoko… Zamiast tego chciałabym popatrzeć wspólnie z Tobą na Kobietę o wyjątkowym spojrzeniu.

Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. (J 2,1). Znasz dobrze tę historię, prawda? Ona pokazuje nie tylko, jak wielkie cuda może zdziałać zaufanie i posłuszeństwo słowom Jezusa. Pokazuje też, w jaki sposób Miriam patrzyła na siebie, świat i innych. W jej spojrzeniu nie było oceniania – było za to współczucie. Dostrzegła zamieszanie, problemy i ludzką biedę, ale nie podsumowała tego żadnym dobitnym komentarzem. Jestem też pewna, że gdyby ktoś wtedy spojrzał w Jej oczy, nie dostrzegłby tam rozczarowania brakiem dobrej organizacji wesela. Nie dostrzegłby też  litości, która zazwyczaj wiąże się z patrzeniem na kogoś z góry. Myślę, że w Jej oczach było ciepło i siła, jaka bierze się z wiary w to, że świat funkcjonuje nie tylko zgodnie z prawami natury, ale też z Bożą logiką.

Z dużą nieśmiałością podchodzę do odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób Maryi udało się przeżywać codzienność w taki sposób. Była przecież „łaski pełna”, a więc pełna Jego miłości, pokoju i zaufania – na ten temat napisano tyle dzieł teologicznych, że pewnie nie starczyłoby mi życia, by je przeczytać. Ale staram się patrzeć na Nią również nieco inaczej, zostawiając na boku pobożne słowa czy podniosłe wezwania litanii. I myślę, że przecież na co dzień On była kobietą taką jak Ty i ja – Kobietą o niesamowitej relacji z Bogiem, a jednocześnie przeżywającą codzienność, w której nie brakowało wyzwań i trudności. Jej siłą była jednak świadomość tego, kim jest i na kim buduje swoje życie. Wiedziała, że Jej Ojciec troszczy się o wszystko, wiedziała, że Jej Syn jest tym, który przynosi pokój, wyzwolenie i radość. Wiedziała, że może poprosić Go o działanie w tak zwyczajnej sytuacji jak ta na weselu w Kanie Galilejskiej. Gdy patrzę na siebie i swoje zmagania, wiem że chciałabym patrzeć na Boga, siebie i świat podobnie jak Ona…

Chciałabym zaprosić Cię do pewnego ćwiczenia. Znajdź trochę wolnego czasu, ołówek lub kredki i kartkę. Narysuj na niej własne drzewo nie-genealogiczne. W przypadku drzewa genealogicznego, w odpowiednie miejsca wpisuje się ważne rodzinne daty oraz imiona i nazwiska przodków. Tym razem chodzi mi o coś innego. Wypisz to wszystko, co jest dla Ciebie ważne – to, co sprawia, że jesteś właśnie taką osobą jaką widzisz w lustrze. Zapisz tam ważne wydarzenia, daty, ludzi, którzy wpłynęli na Twoje życie. Może znajdzie się tam wspomnienie ważnych rekolekcji, przeczytanych książek czyli ulubione modlitwy? Zapisz wszystko, co wydaje Ci się ważne. Tu nie ma dobrych i złych odpowiedzi – jest Twoje życie i Twoje korzenie, dzięki którym możesz wzrastać.

Pomódl się dzisiaj, patrząc na to, w KIM JESTEŚ. Zobacz, co jest Twoją siłą, błogosławieństwem, Bożym darem. Dziękuj za to, co dobre. Pytaj bez lęku o to, co trudne. I proś o to, co jest Ci dzisiaj najbardziej potrzebne. 

Jeśli chcesz, po tej modlitwie stań znowu przed lustrem. Co widzisz w swoim spojrzeniu?

znaleziono na pinterest.com