Była piękna. Przyciągała spojrzenia mężczyzn i widziała w nich podziw, a przynajmniej tak chciała odczytywać to, co pojawiało się w ich oczach. Oczu innych kobiet nie widywała zbyt często. Odwracały od niej wzrok, bez słów oceniając zarówno jej ubiór, jak i rozpuszczone włosy. Lśniące, gęste i piękne, ale przecież odsłonięte i powiewające zalotnie na wietrze! Każda szanująca się kobieta wiedziała, że to widok zarezerwowany jedynie dla męża – włosy powinny być skromnie upięte, tak by ich widok nie przyciągał uwagi.

Była piękna, tak przynajmniej mówili, choć ona coraz rzadziej miała odwagę, by spojrzeć sobie w lustrze prosto w oczy. Była przyzwyczajona do tego, że obok niej nie można było przejść obojętnie. Tamtego dnia wolałaby jednak nie zwracać na siebie uwagi. W jednej chwili pojęła nie tylko to, jak wielki głód nosi w sercu, ale również to, że jest kompletnie nieprzygotowana do najważniejszego spotkania w jej życiu…

Każde dziecko wie, w jaki sposób powitać ważnego gościa: trzeba ubrać się elegancko i schludnie, dobrze uczesać, przygotować odpowiedni poczęstunek i wysprzątać dom tak, by lśnił czystością. Ona też wiedziała, czego potrzeba było w tamtej chwili: odpowiedniego ubioru i uczesania, uprzejmego uśmiechu i wody do obmycia nóg Gościa. Nie potrzebowała też ani lustra, ani rachunku sumienia by zrozumieć, że w bilansie jej życiowych zysków i strat była na dramatycznym minusie. Zamiast odświętnej szaty miała ubranie, które mówiło o jej życiu więcej, niż by tego chciała. Zamiast uprzejmego uśmiechu – łzy w oczach i drżące dłonie. Nie miała misy z wodą ani nawet możliwości oficjalnego przywitania gościa. A jednak, choć wszystko wokół mówiło, że nie ma prawa nawet zbliżyć się do Nauczyciela, czuła że to ten czas i to miejsce. Że ten jeden raz w życiu może zrobić to, czego naprawdę w głębi serca pragnie. Once in a lifetime.

A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem.(Łk 7,37-38)

Nie miała tego, czego w tej sytuacji oczekiwaliby od niej inni ludzie. „Dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza” mogła stwierdzić, że oddziela ją od Niego zbyt wiele, że to przepaść nie do pokonania. A jednak zaryzykowała. Nie wiem, czy słyszała wcześniej Jego słowa o tym, by sprzedać cały swój majątek, ale w pewnym sensie to właśnie zrobiła – oddała wszystko, choć w oczach innych wydawało się, że to tak niewiele.

Była piękna. Dla Niego była piękna w swojej bezradności i wrażliwości. W determinacji, by się z Nim spotkać. Nie widział w niej kobiety, która przegrała swoje życie – widział małą dziewczynkę, od zawsze głodną zainteresowania i czułości. Dziewczynkę, która przynosi Mu wszystko, co ma i która nie wie, że właśnie to WYSTARCZY, jeśli do swojego „nic” dodaje się miłość i tęsknotę…

Zadanie na dziś:

Zobacz, w jakich sytuacjach skupiasz się na swoich brakach. W jaki sposób to na Ciebie wpływa? Czy sprawia, że mimo pojawiania się różnych możliwości i Bożych zaproszeń, rezygnujesz z działania?

Zrób listę tego, czego Ci Twoim zdaniem brakuje. Weź pod uwagę zarówno to, co dotyczy Twojego wyglądu zewnętrznego, jak również zachowania, cech charakteru czy Twojej relacji z Bogiem. W czasie modlitwy stań przed Jezusem z tą listą braków i niedoskonałości. Jak sądzisz, co On powiedziały na jej temat? Dorzuciłby do niej kolejne pozycje – skoro wie o Tobie wszystko? Przyjąłby Cię z tym, czego Ci brakuje? A może tam, gdzie widzisz swoje „nic”, On chce opowiedzieć Ci o Twoim potencjale, o talentach, których nie masz odwagi odkryć i dobru, które może dziać się przez Twoje zanagażowanie?